Legia Warszawa zremisowała na wyjeździe z Koroną Kielce w spotkaniu 3. kolejki Ekstraklasy. Gracze Marka Papszuna prowadzili do przerwy po golu Łukasza Zjawińskiego, ale w drugiej połowie oddali pole gry przeciwnikom, którzy finalnie wyrównali za sprawą Mariusza Stępińskiego.
Pierwsze stracone punkty
Pierwsze ataki Legii były przeprowadzone lewą stroną boiska, gdzie dwukrotnie dośrodkowywał Ruben Vinagre. Żadne z jego podań nie znalazło jednak adresata i Koronie udało się zażegnać niebezpieczeństwo. Pomimo tego, że legioniści częściej utrzymywali się przy piłce, to gospodarze jako pierwsi oddali pierwszy celny strzał. W 14. minucie Kamil Jakubczyk po ładnej akcji z dystansu oddał uderzenie, ale fenomenalną interwencją popisał się Otto Hindrich. Ta sytuacja ewidentnie nakręciła Koronę, która zepchnęła Legię do defensywy.
W 20. minucie przebudzili się "Wojskowi". Zobaczyliśmy wówczas indywidualny rajd na skrzydle Vinagre, a po jego dośrodkowaniu przed bramką Xaviera Dziekońskiego znalazł się Rafał Adamski. Napastnik, strzelając instynktownie, przestrzelił z najbliższej odległości. Niebawem pomocy medycznej potrzebował Ariel Mosór, który po bolesnym dla niego kontakcie z piłką, musiał opuścić boisko na kilka minut. Grę w osłabieniu graczy z Kielc znakomicie wykorzystali legioniści! W 28. minucie po dokładniej centrze Kamila Piątkowskiego znakomicie w szesnastce przeciwników zachował się Łukasz Zjawiński, który zgubił krycie i głową pokonał Dziekońskiego. Letni nabytek warszawskiego klubu nie dał golkiperowi rywali najmniejszych szans na obronę.
Wyjście na prowadzenie w takim momencie było legionistom niezwykle potrzebne. Wydawało się bowiem, że to Korona jest bliżej pierwszego trafienia w tym meczu. Aktywny z przodu starał się być nowy duet napastników Legii: Zjawiński-Adamski. Wkrótce "Zjawa" mógł zanotować tego wieczoru drugie trafienie. Piłkarz stołecznego klubu zablokował wybijającego piłkę Dziekońskiego, lecz niestety futbolówka nie zdołała wtoczyć się do siatki.
Kilka minut przed przerwą o krok od doprowadzenia do wyrównania był Morgan Fassbender. Niemiecki pomocnik przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów, finalnie jego strzał zdołał ręką zablokować Robert Deziel Jr, a futbolówka trafiła w poprzeczkę. Arbiter analizował jeszcze tę sytuację, analizując czy gospodarzom nie należał się rzut karny, lecz ostatecznie podyktował jedynie rzut rożny. Pierwsza połowa zakończyła się skromnym prowadzeniem gości. Trzeba jednak przyznać, że Korona wysoko zawiesiła poprzeczkę i długimi fragmentami stwarzała przeciwnikom sporo problemów.

Na drugą połowę obydwie drużyny wyszły bez zmian w składach. W 51. minucie ładną akcją w środku pola pokazał Adamski, który w pełnym biegu minął obrońcę. Ostatecznie napastnik przegrał rywalizację z Jakubczykiem, faulując go na tyle mocno, że arbiter zdecydował się pokazać mu żółtą kartkę. Pierwszy kwadrans drugiej odsłony upłynął pod znakiem ostrej gry. Zawodnicy nie szczędzili sobie fauli - szczególnie w środkowej strefie boiska. Brakowało natomiast klarownych sytuacji bramkowych.
W 69. minucie do interwencji zmuszony został Otto Hindrich. Rumuński bramkarz udanie wypiąstkował piłkę poza linię końcową po mocnym strzale z rzutu wolnego Wiktora Długosza. Chwilę później Korona doprowadziła do remisu i należy niestety przyznać, że na tego gola zanosiło się od dłuższego czasu. Po wrzutce z rzutu rożnego najwyżej wyskoczył niepilnowany Mariusz Stępiński i głową wpakował piłkę do bramki. Defensywa Legii w tym momencie wyjątkowo zaspała, pozostawiając doświadczonego napastnika zupełnie bez opieki.
Korona poczuła wiatr w żaglach. Chciała pójść za ciosem i jak najszybciej strzelić drugiego gola. Za moment piłkarze Legii mieli ogrom szczęścia, kiedy z ostrego kąta przymierzył Długosz. Tym razem piłka o centymetry minęła lewy słupek bramki Hindricha. W drugiej połowie stroną zdecydowanie dominującą była Korona, która zepchnęła "Wojskowych" do głębokiej defensywy.
Legia miała spore problemy z przeprowadzaniem ataku na połowie przeciwników. Na niewiele zdały się również zmiany, które przeprowadził Papszun. Co prawda pod koniec legioniści ponownie lepiej zaczęli operować piłką, jednak najgorzej wyglądała finalizacja ofensywnych akcji. W 87. minucie mogliśmy być świadkami drugiego gola dla stołecznego klubu. Wówczas wprowadzony Jakub Żewłakow posłał dobre podanie w pole karne, gdzie jednak z piłką minęli się Rajović oraz Adamski. Gdyby któryś z nich zmienił tor jej lotu, to zapewne byłoby 2-1 dla Legii...
W doliczonym czasie gry zespół przed porażką uchronił Augustyniak! Pomocnik Legii zanotował fantastyczny powrót we własne pole karne, gdzie zablokował uderzenie Fassbendera. Gdyby nie ofiarna interwencja legionisty, to pomocnik najprawdopodobniej pokonałby Hindricha z ostrego kąta.


