Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Relacja z trybun: No i znowu wolna majówka

czwartek, 3 września 2026 21:54
Relacja z trybun: No i znowu wolna majówka
fot. Woytek / Legionisci.com
Legionisci.com
HugollekLegionisci.com
1

W bieżącym sezonie Ekstraklasy Legia zmierzy się na wyjeździe z Motorem już w najbliższy weekend. Przewrotność losu spowodowała jednak, że do Lublina musieliśmy udać się już kilka dni wcześniej, a wszystko przez Puchar Polski, w którym fortuna przydzieliła nam za rywala „Rycerzy Koziego Grodu” właśnie.

Zainteresowanie wyjazdem – i to mimo wtorkowego terminu meczu – przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Pulę 785 wejściówek bez problemu wykorzystaliśmy w całości. Ze stolicy wyruszyliśmy kawalkadą aut około godziny 16:30 i dzięki temu dotarliśmy na – niemal jak zawsze ciasny i rozczłonkowany – przystadionowy parking z wystarczająco dużym zapasem czasowym.

W ten sposób cała nasza ekipa zameldowała się w sektorze gości przed pierwszym gwizdkiem sędziego. A w nim czekała na nas nowość, jako że z inicjatywy „Motorowców” zamontowano tam niedawno gniazdo dla wodzirejów grup przyjezdnych. Wszystko z powodu karania gniazdowych za stanie na tamtejszym płocie. Przekonał się o tym niestety także „Staruch”, któremu w ubiegłym roku – mimo posiadania wszelkich niezbędnych zezwoleń od Motoru – sąd wlepił karę grzywny i dwóch lat zakazu udziału w imprezach masowych. Dopiero przed miesiącem prezydent Karol Nawrocki ułaskawił naszego wodzireja, dzięki czemu mógł on wreszcie powrócić na trybuny.

 

Piotrka naturalnie nie mogło zabraknąć podczas pucharowego starcia i przez całe spotkanie mocno zagrzewał nas do wytężonej pracy wokalnej. A tę rozpoczęliśmy od adekwatnego „pozdrowienia” fanów RKS, gdy z głośników lubelskiego obiektu rozległ się dźwięk przeboju „Freed from desire”. ;) Potem zaznaczyliśmy swoją obecność gromkim „Jesteśmy zawsze tam!”, by chwilę później, gdy piłkarze wyszli na murawę, rozwinąć szaliki i z całego serca z dumą zaintonować „Mistrzem Polski jest Legia!”.

Gdy sędzia Lasyk zainicjował początek rywalizacji, niemal od razu wkręciliśmy się w kilkuminutowe i bardzo melodyjne wykonywanie hitu z Lokeren, mając nadzieję, że przygoda „Wojskowych” w Pucharze Tysiąca Drużyn dopiero się rozpoczyna. Naszą dobrą zabawę przerwała jednak na chwilę dość szybko strzelona bramka przez gospodarzy. Wówczas pozdrowiliśmy wszystkie nasze zgody, a jako że pojedynek odbywał się pierwszego dnia września, uczciliśmy pamięć naszej legendy – Kazimierza Deyny, wywieszając flagę z jego podobizną w centralnej części płotu, a następnie głośno śpiewając „Deyna Kazimierz, nie rusz Kazika, bo zginiesz!”. Przypomnijmy – 37 lat temu „Kaka” zginął tragicznie w wypadku samochodowym w San Diego. Nie zapominajmy jednak, że 1 września to także rocznica wybuchu II wojny światowej. Z tego względu na ogrodzeniu pojawiła się okolicznościowa flaga w barwach narodowych z napisem „Wrzesień 1939”. Obie zastąpiono później dwiema innymi – „Jesteśmy waszą stolicą” oraz „Teddy Boys 95”.

Gol dla Motoru nie wyprowadził nas przesadnie z równowagi. Pamiętaliśmy wszak pucharowy pojedynek sprzed niespełna pięciu lat, kiedy to Lublinianie również objęli prowadzenie w meczu, a ostatecznie przegrali go 1-2. Tym mocniej zachęcaliśmy naszych zawodników, by na murawie dawali z siebie wszystko. „Legia, Legia, Legia, Legia goooool!”, „Do boju, Legio, marsz!”, „Jazda z k…”, czy „Dziś zgodnym rytmem”, które tego wieczora wybrzmiało z naszych gardeł naprawdę konkretnie, to tylko niektóre z przyśpiewek, którymi staraliśmy się motywować „Wojskowych” do znalezienia sposobu na pokonanie bramkarza rywali.

Motor Lublin - Legia Warszawa kibice,mecz-3648
fot. Woytek / Legionisci.com

Przez mniej więcej kwadrans wydawało się, że trafienie dla naszego klubu stanowi tylko kwestię czasu i to mimo chaosu, jaki wkradał się w akcje wypracowywane przez legionistów. Niestety, mijały kolejne minuty, a na boisku zamiast konkretnej inicjatywy i przebojowości kreował się obraz nędzy i rozpaczy. Nasi zawodnicy popełniali coraz więcej błędów, które Motor chciał skrzętnie wykorzystać. Próbowaliśmy robić, co tylko się dało, aby ich wesprzeć i wlać w nich wiarę, jednak zarówno przyśpiewka „Legiaaaaa, Legia Warszawa”, którą wykonaliśmy niezwykle entuzjastycznie, jak i „Warszawska Legio, zawsze o zwycięstwo walcz!” zdawały się trafiać w próżnię.

W końcówce pierwszej połowy niestety stało się to, co chyba stać się musiało – Lublinianie – po indywidualnej akcji jednego ze swoich zawodników – podwyższyli wynik na 2-0. Naturalnie wywołało to ekstazę na trybunach gospodarzy, choć najbardziej podniecił się chyba sam spiker miejscowych, który darł się wniebogłosy. W tym momencie nastąpiło krótkie obrzucenie się obu ekip inwektywami, które uskuteczniano jeszcze kilka razy w trakcie całego pojedynku. Szkoda tylko, że momentami repertuar wzajemnych „pozdrowień” wybrzmiewał donośniej niż dopingowanie własnego zespołu.

Jako że sytuacja robiła się coraz poważniejsza, błyskawicznie zmieniliśmy front i zaintonowaliśmy „Nie poddawaj się” oraz „Legia walcząca do końca”. Niestety, nasza aktywność nie przyniosła spodziewanego rezultatu i po pierwszych 45 minutach stołeczna drużyna schodziła do szatni z bagażem dwóch bramek.

Motor Lublin - Legia Warszawa sektor gości Wrzesień 1939 Deyna,mecz-3648
fot. Woytek / Legionisci.com

W przerwie doszło do dość ciekawej sytuacji na murawie, gdzie „Erkaesiacy” wzięli udział w nietypowej zabawie z odstawianymi krzesełkami rodem z wesela, oczywiście w rytm ubóstwianej przez nich melodii „Freed from desire”. Kibic, któremu udało się przetrwać i który zajął ostatnie wolne miejsce, w nagrodę otrzymał najnowszą konsolę PlayStation. W trakcie gry obrywało się jednak kolejnym odpadającym, których kwitowaliśmy ironicznym „Jest k… taka, co nie dostanie »plejaka«”. ;)

Drugą połowę tradycyjnie rozpoczęliśmy hymnem naszego klubu, zaś na pytanie rozentuzjazmowanego spikera o to, kto wygra mecz, jednogłośnie odpowiadaliśmy, że Legia. Niemalże z marszu wzięliśmy się do ostrej, wokalnej roboty, by jak najszybciej odwrócić losy tej, nieukładającej się po naszej myśli, konfrontacji. Z pewnością dlatego przyśpiewka „Za kibicowski trud” wybrzmiała konkretnie z mocnym, decybelowym „pazurem” i, wprawdzie na krótko, ale jednak, zmieniła obraz gry – legioniści prezentowali się bowiem dużo lepiej i powinni byli zdobyć chociażby gola kontaktowego. Niestety, zamiast tego to „Motorowcy” przedarli się w nasze pole karne i zdołali umieścić futbolówkę w siatce. Na szczęście dla nas po wideoweryfikacji okazało się, że Hindrich został sfaulowany i bramki nie uznano.

By dodać otuchy naszym piłkarzom, przerabialiśmy niemal wszelkie możliwe utwory z naszego legijnego repertuaru, jednak zdecydowanie najlepiej wychodziło nam śpiewanie „Niepokonanego miasta”, krótko po zakończeniu którego Kacper Chodyna mógł wpisać się na listę strzelców (jego dośrodkowanie trafiło jednak w słupek), oraz „Gdybym jeszcze raz miał urodzić się”, które – wykonywane przez niespełna 10 minut – momentami mocno testowało wytrzymałość naszych bębenków usznych.

Motor Lublin - Legia Warszawa kibice sektor gości
fot. Woytek / Legionisci.com

Mijały kolejne minuty, lecz wynik niestety nie zmieniał się. Gdy do końca regulaminowego czasu gry pozostało ich zaledwie kilka, przysiedliśmy na krzesełkach, by po chwili z impetem zaintonować „Nie poddawaj się” – utwór, który w piątek uratował nam remis ze Śląskiem. Choć sytuacja wydawała się beznadziejna, do końca próbowaliśmy zachować wiarę w końcowe powodzenie naszego zespołu. Życie bywa jednak brutalne i tym razem dało nam po pysku – Lublinianom udało się bowiem postawić kropkę nad „i” i strzelić trzeciego gola. Chwilę później arbiter zakończył spotkanie i pierwsza porażka „Wojskowych” w bieżącym sezonie stała się faktem.
Nasze grajki z pokorą podeszły przed sektor gości i chyba spodziewały się solidnego ochrzanu z naszej strony, który notabene im się należał. Tym razem jednak piłkarzom się upiekło i usłyszeli jedynie, że mają walczyć i trenować, bo Warszawa musi panować.

Na szczęście nie musieliśmy długo czekać na opuszczenie sektora gości po tym żałosnym widowisku, gdyż już po niespełna półgodzinie wypuszczono nas na przystadionowy parking. Niestety, sam wyjazd z niego zajął nam sporo czasu; i to nie tylko ze względu na umiejscowienie naszych fur w różnych jego częściach, lecz także dlatego, że – chyba w myśl hasła „przyjechali – nie wyjadą” – jakiś lokalny „żartowniś” usunął przedwcześnie rampę prowadzącą na jego prowizoryczną, trawiastą część. By nie uszkodzić samochodu, każdy kierowca zjeżdżał bardzo wolno z wysokiego krawężnika na przyparkingową drogę. Spowodowało to znaczne rozciągnięcie, a jednocześnie spowolnienie naszej grupy. Na szczęście wszyscy w komplecie zameldowaliśmy się w Warszawie około pierwszej w nocy i mieliśmy jeszcze kilka godzin, żeby przespać się przed pracą.

Przegrana 0-3 to absolutny blamaż naszego zespołu – kompromitacja, która niestety ma także wymiar historyczny. Drużynie prowadzonej przez Marka Papszuna nie pozostaje nic innego, jak tylko wyciągnąć stosowne wnioski z tej przytłaczającej porażki i skupić się na ligowej konfrontacji z Lublinianami, do której dojdzie już w najbliższą sobotę 5 września o 20:15.

A jeśli mielibyśmy doszukiwać się jakichkolwiek pozytywów tej sromotnej przegranej, to jedyny stanowi chyba – drugi rok z rzędu zresztą – przyszłoroczna wolna majówka, którą już teraz każdy może w spokoju zaplanować.

Liczba kibiców: 11 348
Liczba gości: 785
Flag igości: 11 (flaga z wizerunkiem Kazimierza Deyny, „Wrzesień 1939”, mała flaga w barwach z trupią czaszką, „Łuków”, „Dęblin”, „Legia Warszawa – fanatyczne miasto Otwock”, „Jesteśmy waszą stolicą”, „Teddy Boys 95”, „Garwolin”, Biała Podlaska, Mińsk Mazowiecki.

Hugollek

Podaj ten news dalej:
SQN
Komentarze (1)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość