Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

"Codziennie czuję tę presję, każdy mecz to wojna" - rozmowa z Bohdanem Wjunnykiem

sobota, 10 października 2026 09:00
"Codziennie czuję tę presję, każdy mecz to wojna" - rozmowa z Bohdanem Wjunnykiem
Bohdan Wjunnyk | fot. Woytek / Legionisci.com
Legionisci.com
WoytekLegionisci.com
3
Czytaj nas w Google

Bohdan Wjunnyk trafił do Legii Warszawa na początku września. W rozmowie z naszym serwisem dzieli się refleksją o wojnie, decyzji o transferze i pierwszych tygodniach w warszawskiej drużynie.

Jak te wszystkie wydarzenia – wojna, śmierć trenera w Charkowie – zmieniły cię jako człowieka?
Bohdan Wjunnyk: – Jedna z najważniejszych rzeczy, których się nauczyłem, to docenianie tego, co mam i życie dniem dzisiejszym. Wiele osób nie docenia, jak bardzo mają szczęście. Na Ukrainie, jak rozmawiam ze znajomymi, 24 godziny na dobę jest alarm, rakiety. Dzisiaj rano już było ponad sto rakiet – to niesamowite, jak ludzie muszą z tym funkcjonować. To doświadczenie sprawiło, że codziennie dziękuję Bogu za to, co mam, i staję się silniejszy. Po takich przeżyciach już niewiele może człowieka zaskoczyć.

Czy zmieniło się twoje podejście do języka – bo kiedyś mówiłeś więcej po rosyjsku. Teraz bardziej po ukraińsku?
– Jestem patriotą i reprezentantem Ukrainy – w mediach występuję i mówię po ukraińsku, tak musi być. Nie ukrywam, że pochodzę z Charkowa i moim pierwszym językiem był rosyjski, ale z czasem coraz częściej posługuję się ukraińskim. Najważniejszy jest jednak człowiek, nie sam język. Moje podejście do języka nie zmieniło się diametralnie przez wojnę, ale rzeczywiście więcej ukraińskiego pojawiło się w moim życiu.

 

Po przenosinach do Gdańska, początki były świetne, ale potem pojawiły się problemy. Mówiłeś, że klub nie pomagał ci w rehabilitacji. Co właściwie się wydarzyło?
– To prawda, ale trzeba pamiętać o emocjach. Byłem w trudnej psychicznie sytuacji – kontuzja, niewiele meczów, dużo problemów z fizjoterapeutami, wielu zawodników z urazami. Rehabilitowałem się ze swoim indywidualnym trenerem, który jest trenerem motorycznym w reprezentacji Ukrainy – jemu zawqdzięczam bardzo dużo. Powiedziałem o braku pomocy ze strony klubu w emocjach, bo nie mieliśmy pewnych urządzeń do rehabilitacji w klubie. To nie była zła wola Lechii, po prostu warunki były trudne.

Długo czekałeś na transfer do Legii. Dlaczego tak bardzo ci zależało na tym ruchu?
– Legia była pierwszym klubem, który zadzwonił do mnie tego lata. To dla mnie dużo znaczy – od razu chciałem tu być. Kluby, trenerzy, wszyscy pokazali, jak bardzo im zależy, a Legia to przecież najlepszy polski klub, grający o najwyższe cele, o Europę. Kto nie chciałby występować w takim miejscu, jeśli jest tak wyraźnie chciany? Doceniam, że trener podjął ten krok i dzięki wspólnym wysiłkom jestem teraz tutaj.


A jak wyglądały kulisy twojego odejścia z Lechii?
– Po wyleczeniu urazu dużo trenowałem indywidualnie, co jest normalne. Pamiętam, jak dostałem wiadomość, że Legia o mnie walczy – miałem wtedy ciarki, nie spałem całą noc. Następnego dnia w Lechii pogratulowali mi, byli pod wrażeniem, jak klub walczy o transfer. Podziękowałem Lechii, bo zrobiłem tu swoje nazwisko i zawsze będę wdzięczny.

Jaką rolę widzi dla ciebie trener Marek Papszun – klasyczną dziewiątkę, dziesiątkę, a może bardziej skrzydłowego?
– Już tutaj zdążyłem zagrać na wielu pozycjach. Od dziecka wstawiano mnie w różne miejsca na boisku, więc się przyzwyczaiłem. Z trenerem rozmawialiśmy, że będę grał i jako dziewiątka, i jako dziesiątka, zależnie od potrzeb. Myślę, że wiem już, czego ode mnie oczekuje – teraz pozostaje tylko to pokazać na boisku.

Jak odnajdujesz się w wymaganiach trenera – pressing, defensywa, zamykanie przestrzeni?
– Mam już chyba pięćdziesięciu trenerów za sobą i naprawdę, od pierwszego dnia w Legii jestem pozytywnie nastawiony do każdego, kto mnie tu wspiera – piłkarzami, sztabem, fizjoterapeutami. Czuję się, jakbym był tu od trzech lat i znał wszystkich. Z jednym trenerem trenuję finalizację, z innym defensywę i stałe fragmenty, tutaj poziom jest naprawdę top. Trener Papszun ma bardzo wysokie wymagania, treningi są ciężkie, ale mocno rozwijają.

Grałeś w trzech największych akademiach Ukrainy, byłeś przyzwyczajony do gry pod presją – jak to porównujesz do presji w Legii?
– Powiedziałem już paru chłopakom w Legii – tutaj codziennie czuję tę presję, każdy mecz to wojna. Tak samo jak w Szachtarze, gdy walczyliśmy o mistrzostwo i nawet za jeden remis był "opierdziel", bo drugie miejsce to nie było coś, co nas interesowało. Wiem, jak funkcjonować pod taką presją – w tak wielkich klubach musisz naprawdę umierać za herb.

Masz za sobą debiut w Lidze Mistrzów i  to z Realem Madryt – co czujesz, wspominając ten mecz?
- Debiut z Realem w Madrycie, 3-2 wygrana - to jest po prostu film. Potem przez kontuzje straciłem kolejne szanse i żałuję, że nie zagrałem więcej. Ale wiem, jaki to poziom – Liga Mistrzów dała mi pewność siebie. Wiem, kim jestem, co przeszedłem i co mogę pokazać, kiedy tylko dostanę szansę.

Czy sprawa transferowa z Szachtarem jest już zakończona?
– Na ostatniej prostej. To sprawa prawników, ale już chyba finisz. Chciałbym jeszcze kiedyś normalnie porozmawiać z ludźmi stamtąd, po czasie, na spokojnie. Dzisiaj patrzę na to inaczej – myślę, że pewnie się jeszcze z tego pośmiejemy, bo to po prostu były emocje i nieporozumienia.

Co cię zaskoczyło po przyjściu do Legii?
– Nie powiem, że wszystko mnie zaskoczyło, bo już grałem na tym stadionie z Lechią. Ale to, jak klub jest zorganizowany, to jest poziom Ligi Mistrzów. Klub funkcjonuje, jak powinien działać najlepszy zespół – profesjonalnie, z wszystkimi udogodnieniami, z najwyższym standardem. Teraz rozumiem presję, by wygrywać w takim miejscu.

Trafiłeś do Legii na wypożyczenie z opcją wykupu. Co musisz zrobić, żeby zostać na dłużej?
– Strzelać bramki, pomagać drużynie wygrywać mecze, pokazywać coś ciekawego dla kibiców. Chcę, żeby ludzie, którzy przychodzą na stadion, mówili "zostawcie Wjunnyka na dłużej"

Rozmawiał Woytek

Podaj ten news dalej:
Komentarze (3)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość