Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Analiza

Punkty po meczu z Radomiakiem Radom

niedziela, 16 sierpnia 2026 10:00
Punkty po meczu z Radomiakiem Radom
fot. Mishka / Legionisci.com
Legionisci.com
Kamil DumałaLegionisci.com
2

Charakterni; dobra skuteczność; dobre novinky; polski duet; spokojnie - to najważniejsze punkty po meczu Legii Warszawa z Radomiakiem Radom, w którym legioniści wygrali 5-0.

1. Charakterni

Dawno nie widziałem takiego meczu w wykonaniu Legii Warszawa. Pomijając sam wynik - ostatni raz Legia wygrała w lidze różnicą co najmniej pięciu bramek w 2019 roku, kiedy pokonała Wisłę Kraków aż 7-0, a zespół prowadził jeszcze Aleksandar Vuković - przede wszystkim chodzi mi o sposób gry i charakter, jaki pokazali legioniści.

Od pierwszych minut Legia mocno ruszyła na Radomiaka, nie dając rywalowi nawet chwili wytchnienia. Warszawianie doskonale wiedzieli, o co grają, jak chcą grać i jak mają poruszać się po boisku. Przede wszystkim było widać świadomość własnego planu oraz konsekwencję w jego realizacji. Nie było przypadku ani chaotycznego biegania za piłką - zawodnicy wiedzieli, jakie mają zadania i bardzo dobrze je wykonywali.

Podobał mi się przede wszystkim ich charakter. Legia nie odpuszczała żadnej piłki, walczyła o każdy centymetr boiska i stosowała wysoki pressing, którego tak bardzo brakowało w spotkaniu z Koroną. Tym razem presja na rywala była zdecydowanie bardziej skoordynowana i skuteczna. Radomiak miał ogromne problemy z wyprowadzeniem piłki, a Legia bardzo szybko odzyskiwała futbolówkę i ponownie ruszała do ataku.

 

Oczywiście można mieć niewielkie pretensje o moment, w którym Legia oddała Radomiakowi inicjatywę. Goście przez pewien czas mieli więcej piłki i mogli spokojniej rozgrywać swoje akcje. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że poza uderzeniem Rafała Wolskiego z rzutu wolnego nie stworzyli większego zagrożenia pod bramką Legii. Mimo wszystko uważam, że w tym fragmencie podopieczni Marka Papszuna mogli lepiej poszanować piłkę. Nie zawsze trzeba od razu ruszać do przodu. Czasami warto zwolnić, wymienić kilka podań nawet na własnej połowie, uspokoić spotkanie i zmusić rywala do biegania za futbolówką.

Poza tym trudno jednak mieć większe zastrzeżenia. Aż chciało się oglądać Legię, która przez większość spotkania nie odpuszczała, była agresywna, intensywna i przede wszystkim skuteczna. Co więcej, po końcowym gwizdku jedynymi rzeczami, których można było żałować, były niewykorzystane okazje i brak kolejnych trafień - choćby Jakuba Żewłakowa czy Łukasza Zjawińskiego.

I chyba właśnie to jest najlepsze podsumowanie tego spotkania. Jeżeli po zwycięstwie 5-0 jedyne, czego żałujemy, to tego, że kilku zawodników nie dołożyło swoich bramek, oznacza to, że Legia w końcu zagrała mecz na miarę swoich możliwości. Oby nie był to jednorazowy wyskok, ale początek zespołu, który właśnie w taki sposób chce grać i walczyć w każdym kolejnym spotkaniu.

2. Dobra skuteczność

W końcu możemy pochwalić legionistów za skuteczność. Siedem celnych strzałów i aż pięć bramek - dawno nie widzieliśmy takiej efektywności pod bramką rywala. Szczególnie cieszy to w kontekście poprzednich spotkań, a także minionego sezonu, kiedy Legia miała ogromne problemy z wykorzystywaniem stwarzanych sytuacji. Tym razem było zupełnie inaczej - niemal każda groźniejsza akcja kończyła się konkretem.

Trzeba jednak napisać o Bartłomieju Gradeckim, bramkarzu Radomiaka. Cóż… zdecydowanie nie był to jego najlepszy mecz. W pewnym momencie sam zacząłem się zastanawiać, czy jeśli spotkanie nie zakończy się dziesięcioma bramkami dla Legii, będę jeszcze bardziej zaskoczony. Praktycznie wszystko, co leciało w światło jego bramki, ostatecznie w niej lądowało, a Gradeckiemu pozostawało głównie wyciąganie piłki z siatki.

Co więcej, przy praktycznie każdym trafieniu można znaleźć jego większy lub mniejszy udział. Przy pierwszym golu fatalnie podał piłkę pod nogi Pawła Wszołka. Przy kolejnym źle interweniował po uderzeniu Łukasza Zjawińskiego. Przy bramce Rafała Adamskiego, a także przy obu trafieniach Bartosza Kapustki, również nie popisał się między słupkami. Momentami wyglądało to wręcz tak, jakby sam sobie dokładał problemów i w pewnym sensie pomagał Legii w zdobywaniu kolejnych bramek.

Nie zmienia to jednak faktu, że legionistom należą się pochwały. Pięć zdobytych bramek w jednym spotkaniu robi wrażenie, ale jeszcze bardziej wymowna jest statystyka po czterech kolejkach. Legia ma już na koncie 10 zdobytych bramek. W poprzednim sezonie na osiągnięcie tego wyniku potrzebowała aż sześciu kolejek.

Różnica jest więc ogromna i pokazuje, jak dużo zmieniło się w ofensywie zespołu. Oczywiście, w meczu z Radomiakiem Legia otrzymała sporą pomoc ze strony bramkarza rywali. Ale umówmy się - nikt o zdrowych zmysłach nie będzie na to narzekał. W piłce liczą się przede wszystkim gole, a tym razem Legia potrafiła je zdobywać seryjnie.

3. Dobre novinky

W piątkowy wieczór w barwach Legii oficjalnie zadebiutowało dwóch zawodników z Czech. Pomocnik Michal Ševčík pojawił się w wyjściowym składzie, natomiast napastnik Jan Kuchta wszedł na boisko w 56. minucie. Obaj pokazali kilka elementów, które mogą napawać optymizmem przed kolejnymi spotkaniami.

Ševčík bardzo szybko zapisał się w pamięci kibiców. Już w debiucie zdobył bramkę, wykorzystując błąd Bartłomieja Gradeckiego i podanie Pawła Wszołka. Czech zachował się w tej sytuacji bardzo dobrze – znalazł odpowiednią pozycję, a następnie pewnym, celnym strzałem umieścił piłkę w siatce.

Na boisku spędził tylko pierwszą połowę, ale w tym czasie zanotował 77% celności podań (10/13), sześć strat, trzy odbiory oraz 100% skuteczności przy długich podaniach. Same liczby nie są może spektakularne, ale chciałbym szczególnie pochwalić go za jedną sytuację, która nie pojawi się w najważniejszych statystykach.

Legia Warszawa - Radomiak Radom screenshot
fot. Canal+ Sport

Tuż przed przerwą Rafał Augustyniak niecelnie zagrał do Rafała Adamskiego. Radomiak przejął piłkę i wydawało się, że może rozpocząć kolejną akcję ofensywną. Ševčík jednak nie odpuścił. Mimo że Legia prowadziła już 3-0, Czech do końca powalczył o piłkę, nacisnął Conrado i ostatecznie ją odzyskał, a następnie odegrał do Pawła Wszołka. Cała akcja zakończyła się pięknym uderzeniem Bartosza Kapustki i bramką na 4-0.

Właśnie takie momenty bardzo doceniam. Wynik jest już praktycznie rozstrzygnięty, teoretycznie można odpuścić, ale zawodnik nadal walczy o każdą piłkę. Ševčík pokazał w tej sytuacji charakter i mentalność, której oczekuje się od piłkarzy Legii. To tylko jedna akcja, ale właśnie z takich drobnych zachowań buduje się odpowiednie podejście całego zespołu.

Jeżeli chodzi o Jana Kuchtę, to już po jego wejściu widać było, że mamy do czynienia z zawodnikiem bardzo wybieganym i mocno stojącym na nogach. Nie miał zbyt wielu okazji do zdobycia bramki przeciwko Radomiakowi. W jednej sytuacji przegrał pojedynek sam na sam z Gradeckim, ale znajdował się na pozycji spalonej. W drugiej futbolówka po jego uderzeniu, a wcześniej po rykoszecie od zawodnika rywala, przeleciała nad poprzeczką.
Na pierwsze wrażenia trudno oczywiście wyciągać daleko idące wnioski, ale już teraz widać cechę, która może być bardzo ważna dla Legii Marka Papszuna. Kuchta wygląda na napastnika, który będzie zostawiał na boisku mnóstwo zdrowia, walczył o piłki i nie odpuszczał żadnej sytuacji. To dokładnie ten typ zaangażowania, który powinien dobrze pasować do intensywnego stylu preferowanego przez trenera Legii.

Na ocenę Czecha przyjdzie jeszcze czas, ale debiut obu nowych zawodników można uznać za udany. Ševčík ma już bramkę, Kuchta pierwsze minuty, a obaj pokazali elementy, które mogą być przydatne zespołowi w kolejnych spotkaniach.

4. Polski duet

Muszę się Wam do czegoś przyznać: uwielbiam duet Rafał Adamski - Łukasz Zjawiński. Bardzo lubię historie zawodników, którzy nie zdołali przebić się w Ekstraklasie, zeszli poziom niżej, odbudowali się i po pewnym czasie wrócili do najwyższej klasy rozgrywkowej, pokazując, że jednak potrafią na tym poziomie zrobić różnicę.

Tak właśnie jest w przypadku Adamskiego i Zjawińskiego. Obaj trafili do Legii za niewielkie kwoty, w trudnym dla klubu momencie i przy stosunkowo niewielkich oczekiwaniach ze strony kibiców. Dzisiaj natomiast są jednymi z najjaśniejszych punktów zespołu i trudno wyobrazić sobie obecną Legię bez ich wkładu.

Adamski, mimo swoich warunków fizycznych, bardzo dobrze radzi sobie tyłem do bramki. Potrafi utrzymać się przy piłce, zastawić się i odegrać ją do partnera. Co ważne, nie ma również większych problemów technicznych, dzięki czemu nie jest napastnikiem ograniczającym się wyłącznie do walki fizycznej.

Zjawiński z kolei w pojedynkach z obrońcami przypomina prawdziwy czołg. Trudno go przestawić, dobrze wykorzystuje swoje warunki fizyczne, a do tego potrafi skutecznie grać głową. Co równie ważne, piłka często po prostu go szuka w polu karnym. Potrafi znaleźć odpowiednią pozycję i być tam, gdzie za chwilę może pojawić się futbolówka.

zgrupowanie sparing Herzogenaurach Legia Warszawa - 1. FC Nurnberg Rafał Adamski Łukasz Zjawiński
fot. Woytek / Legionisci.com

Obaj mają już po dwie bramki w tym sezonie i bardzo duży udział przy kolejnych trafieniach Legii. To właśnie Zjawiński odegrał istotną rolę przy bramce Rafała Augustyniaka w spotkaniu z Radomiakiem. Ich wartość nie ogranicza się więc wyłącznie do wpisywania się na listę strzelców - obaj potrafią stworzyć przestrzeń dla partnerów, wygrać pojedynek czy odegrać piłkę, która rozpoczyna kolejną groźną akcję.

I chyba właśnie to jest w ich historii najlepsze. Trafili do Legii bez wielkich oczekiwań, a zamiast być jedynie uzupełnieniem kadry, stali się jej ważnymi elementami. Dają kibicom mnóstwo radości i pokazują, że nie zawsze trzeba wydawać ogromne pieniądze, aby znaleźć zawodników, którzy będą realnym wzmocnieniem zespołu.

Mam nadzieję, że jeszcze długo będziemy mogli oglądać ich razem w Warszawie. Szczególnie że już pojawiają się zainteresowania Adamskim z Czech. Legia nie powinna łatwo ulegać takim ofertom, bo jeśli ten duet będzie się dalej rozwijał w takim tempie, może dać klubowi jeszcze bardzo dużo dobrego.

5. Spokojnie

Legia po czterech meczach jest obecnie liderem Ekstraklasy. Trzy zwycięstwa, jeden remis, 10 zdobytych bramek i zaledwie dwie stracone - początek sezonu z pewnością można uznać za bardzo udany. W trzech spotkaniach gra Legii stała na naprawdę dobrym poziomie, jednak starcie z mocniejszym rywalem, Koroną Kielce, pokazało również, że ten zespół ma jeszcze sporo elementów do poprawy.

Dlatego do obecnej sytuacji Legii podchodzę ze spokojem. Nie jest tak dobrze, jak chcieliby widzieć to najwięksi optymiści, ale jednocześnie nie jest też tak źle, jak próbują przedstawiać to najwięksi krytycy. Po zaledwie czterech kolejkach trudno jednoznacznie określić, do czego zdolna będzie drużyna Marka Papszuna w tym sezonie.

Najważniejsze, aby Legia w każdym kolejnym spotkaniu potrafiła grać swoje i krok po kroku rozwijała elementy, nad którymi pracuje sztab szkoleniowy. Na ten moment zarówno wielkie marzenia o mistrzostwie, jak i czarne scenariusze dotyczące walki o utrzymanie, należy odłożyć na bok. Sezon jest długi, a cztery mecze to zdecydowanie za mało, aby wydawać ostateczne wyroki.

Widać jednak wyraźnie, że obecna kadra potrzebuje jeszcze wzmocnień. Przydałoby się dwóch, a być może nawet trzech zawodników. Priorytetami wydają się środkowy obrońca, pomocnik grający na pozycji numer osiem oraz zawodnik mogący odciążyć Pawła Wszołka. Jeżeli Legii udałoby się sprowadzić przynajmniej dwóch piłkarzy na pierwsze dwie pozycje i byliby to realni zawodnicy do podstawowego składu, a nie jedynie uzupełnienia kadry, można byłoby uznać okno transferowe za naprawdę bardzo udane. Oczywiście pod jednym warunkiem - że klub nie straci przy tym żadnego kluczowego zawodnika.

Legia Warszawa - Radomiak Radom Bartosz Kapustka
fot. Maciek Gronau

Najbliższe tygodnie również powinny dać nam więcej odpowiedzi. W kolejnych spotkaniach Legia zmierzy się z Piastem Gliwice, Śląskiem Wrocław, Widzewem Łódź oraz dwukrotnie z Motorem Lublin. Na papierze jest to seria meczów, w których Legia powinna regularnie punktować. Zdobycie 10 punktów w najbliższych czterech ligowych spotkaniach wydaje się bardzo realnym celem, choć oczywiście przy dobrej dyspozycji można myśleć nawet o większym dorobku i spokojnym przejściu do kolejnej rundy PP.

Później jednak rozpoczną się zdecydowanie trudniejsze sprawdziany. Mecze z Jagiellonią Białystok, Wisłą Kraków, Lechem Poznań czy Górnikiem Zabrze mogą znacznie więcej powiedzieć o realnej sile obecnej Legii. To właśnie wtedy przyjdzie czas na prawdziwą weryfikację.

Dopiero po tej serii spotkań będziemy prawdopodobnie mogli znacznie pewniej odpowiedzieć na pytanie, o co Legia może walczyć w tym sezonie. Na razie warto cieszyć się z dobrego początku, ale jednocześnie zachować chłodną głowę. Cztery kolejki to dobry moment na pierwsze obserwacje, ale zdecydowanie za wcześnie na ostateczne oceny.

Kamil Dumała

Podaj ten news dalej:
Oceny legionistów
Komentarze (2)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość