Niels Frederiksen (trener Lecha): Zaraz po meczu zadałem sobie pytanie: czy to był wielki mecz, czy jednak nie? Wygraliśmy. Niektórzy chyba nie wierzą, że potrafimy wygrywać wielkie mecze. Szczerze mówiąc, nie był to największy mecz, jaki rozegraliśmy w tym tygodniu. W czwartek zagraliśmy jeszcze ważniejsze spotkanie. Natomiast normalnie powiedziałbym, że mecz Lecha z Legią to naprawdę duże wydarzenie. Jeśli tym razem tak nie było, to powiedziałbym, że wynikało to raczej z klasy rywala.
Frederiksen: W czwartek graliśmy ważniejszy mecz
Oczywiście bardzo się cieszę, że dzisiaj wygraliśmy. Nie mieliśmy praktycznie żadnego czasu na przygotowania. Naprawdę żadnego. Zawodnicy byli dzisiaj zmęczeni i było to widać. Mieli trudności na boisku. Mimo to zmierzyliśmy się z drużyną, która miała cały tydzień na przygotowanie, a do tego jest bardzo zdyscyplinowana i dobrze zorganizowana, i nie zdołała nas pokonać. To my ponownie ją pokonaliśmy. Jestem bardzo zadowolony. Jestem też dumny z zawodników, bo dzisiaj ciężko pracowali, ale jednocześnie pokazali jakość, o której wiemy, że ją mamy.
Kontuzja Mikaela Ishaka
Oczywiście nie wiemy jeszcze tego na pewno, ale Mikael poczuł coś w obrębie mięśnia dwugłowego uda. Wstępna ocena wskazuje, że nie jest to poważny uraz, raczej niewielki. Dlatego musiał opuścić boisko. Trzeba było zachować ostrożność i upewnić się, że nie stanie się nic gorszego. Prawdopodobnie jednak czeka go kilka tygodni przerwy. To zła wiadomość, szczególnie dlatego, że mamy bardzo napięty terminarz i mnóstwo meczów do rozegrania.
Mimo wszystko uważam, że zawodnicy, których wprowadziliśmy dzisiaj z ławki, wykonali bardzo dobrą pracę w ostatnich 30 minutach spotkania. Yannick Agnero również dobrze się spisał, mimo że wszedł na boisko wcześniej. Oczywiście jesteśmy zadowoleni z ich występu. Niemniej tak - kontuzja Mikaela to dla nas nie najlepsza wiadomość.
Lech pod pressingiem Legii
Nie ma wątpliwości, że Legia mocno na nas naciskała i stosowała wysoki pressing. Nie zawsze mieliśmy odpowiednią jakość, a także właściwe ustawienie i ruch bez piłki, żeby wystarczająco często potrafić wyjść spod tego pressingu. Myślę, że szczególnie w drugiej połowie, od samego początku, znacznie się poprawiliśmy w porównaniu z pierwszą częścią meczu. Zyskaliśmy większą kontrolę nad spotkaniem i strzeliliśmy dwa naprawdę bardzo dobre gole. Oczywiście nie był to nasz najlepszy występ. Mimo to wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Dlatego jesteśmy zadowoleni.
Styl gry "Kolejorza"
Myślę, że dzisiaj pokazaliśmy obie strony naszej drużyny. Z jednej strony udowodniliśmy, jaką jakość mamy jako zespół. Z drugiej - pokazaliśmy, że musimy ciężko pracować i zachowywać dużą dyscyplinę. Mamy bardzo dobrą strukturę gry. Uważam, że pod tym względem pokazaliśmy dzisiaj niejako dwa oblicza naszej drużyny. Musimy potrafić łączyć te elementy, jeśli chcemy być zespołem na odpowiednio wysokim poziomie. Przy zdobytych bramkach mogliśmy zobaczyć naszą organizację gry z piłką, ale także indywidualną jakość zawodników. Momentami dzisiaj ustawialiśmy się nieco niżej. Uważam jednak, że również w grze bez piłki mieliśmy dobrą strukturę. Zawodnicy ciężko pracowali i realizowali założenia. Myślę więc, że jeśli drużyna potrafi łączyć wszystkie te elementy, staje się mocnym zespołem. Naprawdę mocnym zespołem.
Być może dzisiaj nie stworzyliśmy tak wielu sytuacji, jak zazwyczaj byśmy chcieli. My jesteśmy jednak drużyną, która chce kreować grę. Nigdy nie wychodzimy na boisko po to, żeby jedynie zniszczyć widowisko czy skupić się wyłącznie na przeszkadzaniu przeciwnikowi. Taki jest nasz sposób gry. Oczywiście inne zespoły mogą podchodzić do tego inaczej. Ja wierzę w kreatywność na boisku i zawsze staramy się właśnie tak grać. Chcemy kreować przebieg spotkania, budować akcje i stwarzać sytuacje bramkowe, a nie tylko niszczyć grę przeciwnika.
Inna intensywność niż w Europie
Mogę z całą pewnością powiedzieć, że to spotkanie nie było tak intensywne jak mecz z Sunderlandem. To po prostu zupełnie inny poziom. Gra przeciwko obu tym zespołom w Lidze Europy to zupełnie inna skala intensywności. Nawet kiedy prezentujemy się na najwyższym poziomie, widać, że nasi rywale biegają znacznie więcej i wkładają w grę dużo większy wysiłek. Pokonują o 25 procent większy dystans niż my. Jeśli więc porównamy te spotkania z meczami, które zazwyczaj rozgrywamy w naszej lidze, różnica jest ogromna. Jednak tak właśnie wygląda sytuacja. Sunderland dysponuje również dziesięciokrotnie większymi środkami finansowymi niż my, więc nie ma w tym niczego szczególnie dziwnego.
Teraz w środę czeka nas mecz pucharowy i prawdopodobnie dokonamy kilku zmian w składzie. Być może będzie ich nawet więcej niż zazwyczaj. Nie oznacza to jednak, że mam do dyspozycji wielu zawodników, których mogę wprowadzić w miejsce innych. Dlatego część piłkarzy, którzy wystąpili dzisiaj, zagra również w środę. Po prostu musimy tak postąpić. Na pewno przeprowadzimy kilka zmian, ale nie możemy wymienić całego zespołu.
Lech zaskoczony przez Legię?
Nie byliśmy zaskoczeni Legią ani sposobem, w jaki grała. Wiedzieliśmy, jakiego stylu gry możemy się po niej spodziewać, więc pod tym względem nic nas nie zaskoczyło. Problem polegał na tym, że za mało się poruszaliśmy. Nasze ruchy były zbyt wolne - zarówno w pressingu, jak i podczas szukania wolnych przestrzeni przy rozgrywaniu piłki. Zbyt wolno operowaliśmy piłką i właśnie dlatego powiedziałem wcześniej, że wyglądaliśmy na nieco zmęczonych. Mogę też przyznać, że w przerwie byłem trochę zdenerwowany. Uważam, że przez większą część pierwszej połowy trudno było rozpoznać w naszej grze to, kim jesteśmy i jak normalnie chcemy grać.
Druga połowa była jednak znacznie lepsza. Rozpoczęliśmy ją w zupełnie innym tempie i z większą intensywnością. Zarówno wtedy, gdy mieliśmy piłkę, jak i w grze bez niej. Cieszyłem się, że przynajmniej po przerwie zobaczyłem taką reakcję zespołu. Chciałbym, żebyśmy już w pierwszej połowie grali w taki sam sposób, jak zagraliśmy w drugiej.
