- Przede wszystkim chcę podziękować kibicom. Wiedzieliśmy jaki to jest mecz dla nich. Każdy mecz u nas to petarda i oni stają na wysokości zadania. Chcemy za nimi nadążać. Chcemy, żeby była synergia między dopingiem a naszą grą. To było dobre widowisko, przeciwnik trudny, wysoka intensywność do 75 minuty, trochę szans. Na pewno szkoda wyniku, bo mecz miał różne fazy i momenty - powiedział trener Legii, Marek Papszun.
Papszun: Powinniśmy zamknąć ten mecz
- Widzew miał sporo okazji. Mieli z sześć niezłych sytuacji, ale wykazaliśmy się determinacją. Mieliśmy trzy szanse - musimy wykorzystywać takie akcje. Widzew przeciwstawił nam się, ale po przerwie powinniśmy zamknąć ten mecz bramką, wówczas byłoby łatwiej kontrolować fazy przejściowe. Chcieliśmy iść po bramki, ale nam nieco brakowało. Końcówka - znani jesteśmy z tego, że trafiamy w tej części meczu, ale musimy iść po więcej. A tak, były faule, przepychanki. Do tego nie zakładałem zmian Kapustki i Piątkowskiego, co miało spory wpływ na końcówkę, bo to gracze podstawowi i ich brakowało w tych elementach.
- Przebieg meczu mnie nie zaskoczył. Wykorzystaliśmy słabe punkty, przeciwstawialiśmy się mocnym. Mogliśmy się zachować lepiej w niektórych sytuacjach, ale ogólnie mecz oceniam pozytywnie. Widzew nie będzie grał ciągle tak jak punktuje. To bardzo dobry zespół i przy spokoju, który zachowają, to na pewno będzie rywal, który będzie wygrywał. Remis z Widzewem a ten ze Śląskiem to dwa różne remisy - nie ujmując nikomu. Dziś rywal był z innej półki. Co nie zmienia faktu, że nie jesteśmy zadowoleni z remisu, co pokazała drużyna w szatni. Co by się nie działo, to w Legii nie możesz być zadowolony z punktu. Zrobiliśmy sporo, były świetne, wypracowane sytuacje i nikt nie zarzuci, że było 200 dośrodkowań, ale kreowaliśmy akcję z obrębu pola karnego. To jest to, co poprawiliśmy. To się wiąże ze strukturą i graczami, których wystawiłem i ich profilami, które posiadają.
Zejścia Kapustki i Piątkowskiego
- "Piona" borykał się z urazem i Arkadiusz Reca był gotowy od samego początku meczu. Szacunek dla niego, że dotrwał tyle czasu. Bartek Kapustka był mocno zajechany i poprosił o zmianę, bo czuł ciężar gry i napięcia, które skutkowałoby urazem. Obaj to doświadczeni zawodnicy i nie można iść po bandzie w tej sytuacji. Trzeba wpuścić świeżego gracza. Teraz musimy zrobić diagnostykę. Mam nadzieję, że Kamil będzie gotowy na wyjazd do Białegostoku. On zawsze daje przewagę jako środkowy obrońca w trzeciej tercji. To jest powtarzalność z jego strony.
Dlaczego zagrał Kuchta?
- Tu nie było większych rozterek, bo życie przyniosło rozwiązania. „Zjawa” był na ławce, ale jest kontuzjowany. Gdyby była potrzeba, gonienie wyniku… Może by wszedł, ale pojawiły się mikrourazy. Wahałem się czy ma wejść on czy Wjunnyk. Postawiłem na Bohdana, bo choć był nowy to jest zdrowy. Nie chciałem ryzykować „Zjawy”, bo przed kadrą mamy potyczkę z Jagiellonią. Mam nadzieję, że postawimy go na nogi. Podobnie było z Jakubem Żewłakowem. Nie był gotowy do meczu na dużej intensywności i zdecydowałem się na graczy w pełni zdrowych. W efekcie do 75. minuty to wyglądało dobrze.. Nie planowałem zmian Kapustki i Piątkowskiego, ale tak bywa, że nie zawsze jest się w stanie przewidzieć wszystko jako trener. Może mogłem lepiej zarządzić końcówką, muszę to przeanalizować.
Zmiany w Widzewie a przygotowanie do meczu
- Znam Mateusza Stolarskiego bardzo dobrze. Uważam go za jednego ze zdolniejszych trenerów młodego pokolenia. Wiem jak patrzy na futbol, jak pracuje i jaką ma strategię. On zna moją taktykę. Ja znam jego. Miałem jego próbę pracy, gdy prowadził Motor. Także dzisiaj nie spodziewałem się wielkich zmian. Wiedziałem, że będą pressować, spodziewałem się, że będą chcieli grać środkiem i byliśmy na to gotowi. Były odbiory z tych akcji i tworzyliśmy swe szanse ofensywne. Widzew ma bardzo dobrych zawodników i to pokazał w dynamice gry. Szczególnie w drugiej połowie. W pierwszej połowie zrobiliśmy tylko jeden błąd. Po zmianie stron puściły nam lejce i było trudniej. Jednak to efekt tego, że mają dobrych graczy i mogli napędzać swe akcje.
Kwestie sędziowskie z Adrianem Siemieńcem w tle
- Chcę doprecyzować kwestie sędziowskie. Nie dajmy się zwariować, że nie można odezwać się do sędziego. Nie popadajmy w paranoję, gdy np. Ekstraklasa czy Canal+ organizuje event, to np. mam nie dać koszulki, nie podać ręki…? Co to będzie oznaczało? Jednak chcę podkreślić, że mając 600 meczów w swej karierze, nigdy nie kontaktowałem się z sędziami przed meczem. Później możemy nawiązać do sytuacji meczowych, możemy przeprosić za swe zachowania, bo bywało różnie. To jest fundamentalna sprawa.
Może niepotrzebnie nawiązałem do tamtejszego meczu z Jagiellonią. Jednak proszę postawić się w mojej sytuacji, gdy zaczynasz analizować, patrzysz na to i jakie masz myśli? Nie chcę nic insynuować, ale stwierdziłem, co mi zaświtało w głowie. Co Adrian zrobił, to jego sprawa. Po ludzki mi go żal, ale trzeba poczekać na to jak ta sprawa zostanie zbadana. Jeśli ktoś popełnia wykroczenie i wydać wyrok. Poczekajmy na to, co organy zbiorą, jak ocenią i jaki będzie wyrok. To są moje odczucia, że to niedopuszczalne, aby kontaktować się przed meczem i wpływać na wynik. Absolutnie. Tak czy inaczej trzeba poczekać i potraktować to w sposób wstrzemięźliwy.
